Moje miejsce na ziemi...
Trochę mnie nie było, ale wybaczcie :) praca, studia podyplomowe i absorbująca dwuletnia córeczka sprawiają, że zwyczajnie brak mi czasu na częste wpisy.
Dziś chciałabym poruszyć temat, który dla mnie okazał się bardzo ważny całkiem niedawno. Poczucie bycia "u siebie", ale nie w sensie własnego mieszkania, ale przynależności do kraju, miasta, dzielnicy...Znacie to uczucie? Ja niestety od prawie trzech lat, odkąd się przeprowadziłam czuję, że nie jestem "u siebie"...
W moim życiu to już druga zmiana miejsca zamieszkania, pierwszy raz wyprowadzałam się z rodzinnego miasteczka na Śląsku na studia do Wrocławia. Tamtą przeprowadzkę wspominam bardzo pozytywnie. Miałam poczucie, że zaczynam dorosłe życie, sama, we własnym (wynajmowanym oczywiście :)) mieszkanku. Poczułam się wolna i niezależna a Wrocław pokochałam od pierwszego wejrzenia i jestem tej miłości wierna. We Wrocławiu poznałam męża, we Wrocławiu urodziła się nasza córeczka... Życie jednak tak się potoczyło, że ze względów zawodowych od trzech lat mieszkamy 200 km od Wrocławia a ja wciąż tęsknie za "swoimi" knajpkami, ścieżkami spacerowymi, za moim ukochanym Parkiem Szczytnickim i atmosferą tego miasta. Ostatecznie mieszkałam tam dwanaście lat więc można się przyzwyczaić :)
A jakie są wasze doświadczenia? Czy przeprowadzki są dla Was przygodą czy utratą poczucia przynależności?
Ponieważ blog miał być głównie wnętrzarski :), na zakończenie kilka wiosennych fotek z naszego mieszkania.
poniedziałek, 10 marca 2014
poniedziałek, 13 stycznia 2014
Subskrybuj:
Posty (Atom)










